Archiwum dla kategorii: ‘Ciekawostki

Ciekawostka

wtorek, marzec 27, 2012

Polecam odwiedzić poniższy link i pospacerować po kościele Mariackim - zwłaszcza podejść bardzo blisko ołtarza Vita Stwosza, by zobaczyć wszystkie detale piętnastowiecznej snycerki.
Wirtualny spacer po kościele Mariackim
Pokrewny artykuł:
Spoglądając na ołtarz Vita Stwosza inaczej…

Z tajników staropolskiej kuchni - piernik świąteczny

środa, grudzień 7, 2011

Grudzień. Za oknem krople deszczu uderzają w parapet…a ja tutaj z przepisem świątecznym wyjeżdżam. Mogłoby się zdawać, patrząc przez okno, że ma się to teraz jak piernik do wiatraka…
By się wprowadzić w nieco zimowy nastrój umieszczam zdjęcie koleżanki, które mnie urzekło. Aż zatęskniłam za zimą… ;)

Tatry zimą. Fot. Agnieszka Szuwarzyńska

Tatry zimą. Fot. Agnieszka Szuwarzyńska

A teraz do rzeczy…
Poniższy przepis na staropolski piernik pochodzi z książki “W staropolskiej kuchni” Marii Lemnis i Henryka Vitry.
Dawne polskie przysłowie powiada, że najlepszymi rarytasami w Polsce były niegdyś “gdańska gorzałka, toruński piernik, krakowska panna i warszawski trzewik”.
Podobno staropolskie pierniki nie ustępowały jakością norymberskim, a przygotowanie ciasta piernikowego uchodziło za prawdziwą sztukę. Dojrzewało ono powoli i mogło być przechowywane w stanie surowym całymi miesiącami.
Miarą polularności pierników w Polsce jest fakt, iż faska z ciastem piernikowym stanowiła nierzadko część posagu polskich panien szlacheckich i mieszczańskich. W nawiązaniu do przysłowia powyżej - zwłaszcza krakowska panna z faską piernikowego ciasta musiała być marzeniem ;)

A oto przepis na ciasto piernikowe, które można przygotować na 4 tygodnie (sic!) przed pieczeniem i upiec na 3-4 dni przed świętami. Zgodnie z przepisem surowe ciasto musi dojrzeć nie mniej niż 2 tygodnie w chłodnym miejscu (parter lodówki lub chłodna piwnica). Długo trzeba czekać, ale efekt podobno wart jest zachodu… ;)

Składniki:
- 1/2 kg prawdziwego miodu
- 2 szklanki cukru
- 25 dkg smalcu lub masła

Składniki podgrzać stopniowo, niemal do zawrzenia.
Masę ochłodzić. Do chłodnej lub letniej masy dodajemy stopniowo, wyrabiając ciasto ręką:

- 1 kg mąki
- 3 całe jaja
- 3 ścięte łyżeczki sody oczyszczonej, rozpuszczonej w 1/2 szklance zimnego mleka
- 1/2 łyżeczki soli
- 2-3 torebki korzennych przypraw do piernika (cynamon, goździki, imbir, kardamon itp.)

Można także dodać do ciasta garść pokruszonych orzechów włoskich i 3 łyżki drobno posiekanej i usmażonej w cukrze skórki pomarańczowej.

Następnie bardzo starannie wyrobione ciasto, po nadaniu mu kształtu kuli, wkładamy do kamionkowego (lub emaliowanego bez odprysków) garnka, przykrywamy czystą lnianą ściereczką i umieszczamy w chłodnym miejscu, by powoli dojrzało.

Dojrzałe ciasto dzielimy na 2-3 części i po rozwałkowaniu pieczemy na blasze.
Zaraz po upieczeniu placki są twarde, lecz po 2-3 dniach skruszeją i niemal rozpływają się w ustach.
Ochłodzone placki należy lekko przełożyć rozgrzanym, prawdziwym powidłem śliwkowym.
Można przełożyć kajmakiem, masą orzechową a nawet i marcepanową.
Jeśli upiekliśmy 3 placki można wykonać dwa różne przełożenia np. jedno z powideł, a drugie z masy rzechowej.

Bezpośrednio po przełożeniu piernik należy nakryć arkuszem papieru i równomiernie obciążyć deseczką.

Piernik staropolski długo zachowuje świeżość, zwłaszcza jeśli będziemy go przechowywać w chłodnym miejscu.

Hubertus

sobota, październik 29, 2011

Hubertus - święto myśliwych, leśników i jeźdźców, organizowane przez myśliwych na początku sezonu polowania jesienno-zimowego, zwykle w okolicach 3 listopada. Nazwa pochodzi od świętego Huberta (patrona myśliwych i jeźdźców).
W Polsce kult św. Huberta, nazywany Hubertowinami lub Hubertusem, sięga XVIII wieku, czasów panowania w Polsce dynastii Wettynów, rozmiłowanej w polowaniach.
Do dziś w polskiej tradycji łowieckiej dzień św. Huberta jest okazją do polowania zbiorowego o charakterze szczególnie uroczystym, z zachowaniem historycznych wzorców i ceremoniałów (m.in. sygnałów łowieckich).
Organizowane tego dnia polowania poprzedzają często msze święte w intencji przyrody i myśliwych. Co ciekawe, w nabożeństwach uczestniczą zwierzęta używane podczas polowań, m.in. psy, sokoły czy konie…

LEGENDA O ŚW. HUBERCIE

Podłóg jednej z legend św. Hubert, będący poganinem, polował w Wielki Piątek (lub Boże Narodzenie). Wówczas natknął się w lesie na białego jelenia z krzyżem jaśniejącym pomiędzy porożem. Zwierzę miało przemówić do niego ludzkim głosem, zachęcając do nawrócenia i oddania się w służbę Bogu. Św. Hubert uznał tę słowa za przestrogę, nawrócił się i został katolickim kapłanem, a potem biskupem.

Hubertus. Po nabożeństwie w kościele Mariackim

Hubertus. Po nabożeństwie w kościele Mariackim

Idą. W drodze do kościoła Mariackiego

Idą. W drodze do kościoła Mariackiego

Bractwo Kurkowe w Krakowie

poniedziałek, czerwiec 20, 2011

Jedna z najstarszych tradycji Krakowa dotyczy Bractwa Kurkowego, które powstało z końcem XIII w. w czasie, gdy miasto opasano murami obronnymi. Bractwo było organizacją paramilitarną, mającą na celu przysposabiać rzemieślników i kupców do sprawnego posługiwania się bronią w celu obrony miasta przed ewentualnym nieprzyjacielem.
Jednym z corocznych zwyczajów bractwa jest strzelanie o tytuł Króla Kurkowego – tj. najlepszego w danym roku strzelca – i następująca po nim jego intronizacja. Uczestnicy strzelali niegdyś do drewnianego kura (stąd nazwa bractwa). Zwycięzcą zostawał ten, kto strącił na strzelnicy ostatni, najmniejszy jego kawałek. Nowo obrany król zostawał uroczyście intronizowany, przekazywano mu srebrnego kura - najcenniejszy klejnot bractwa i insygnium jego królewskiej władzy, które bractwo otrzymało w darze od krakowskiego magistratu w 1565 r. (legenda mówi, iż kura przekazał bractwu Zygmunt August). W dalszej kolejności następowała, jeszcze tego samego dnia po intronizacji, uczta królewska wydawana przez nowego Króla Kurkowego.

Współcześnie wybory Króla Kurkowego zostały wplecione w obchody dni Dni Krakowa, które odbywają się zawsze na początku czerwca.
Tegoroczna intronizacja miała miejsce 4. czerwca 2011 roku.

Tegoroczny Król Kurkowy

Tegoroczny Król Kurkowy

Krzyż z diademów książęcych

wtorek, marzec 1, 2011

Jedną z najcenniejszych pamiątek, przechowywanych w skarbcu katedry wawelskiej jest złoty krzyż z diademów, który jest wybitnym przykładem romańskiego złotnictwa.

Detal złotniczy z diademu

Detal złotniczy z diademu

Dwa szczerozłote diademy - ramiona krzyża, pochodzące z 2 ćw. XIII wieku, należały pierwotnie do księcia krakowskiego Bolesława Wstydliwego i jego żony św. Kingi, córki króla węgierskiego Beli IV. Wykonane zostały z prostokątnych i kwadratowych ogniw, zwieńczonych sterczynami. Poszczególne ogniwa-kwatery wypełnione są dekoracjami emaliowanymi, ażurowymi ornamentami z wplecionymi w nie postaciami walczących rycerzy pieszych i konnych oraz fantastycznych ptaków.
W późniejszym czasie z owych diademów książęcych wykonany został krzyż.

W roku 1239 pięcioletnia Księżna Kinga przybyła do Polski, aby poślubić wówczas dwunastoletniego księcia krakowsko-sandomierskiego Bolesława (zwanego później Wstydliwym), syna Leszka Białego. Spotkanie narzeczonych i uroczyste powitanie Kingi odbyło się w Wojniczu. Wówczas to prawdopodobnie młodzi mogli po raz pierwszy wspólnie włożyć na swoje skronie niezwykle kunsztownie zdobione bizantyjskie diademy. Co ciekawe, właściwy akt zaślubin, zgodnie z wymogami ówczesnego prawa kanonicznego, mógł odbyć się dopiero po osiągnięciu przez Kingę dwunastego roku życia, czyli 7 lat później.
Podobno młodziutka księżna wniosła wówczas w posagu 4 tysiące grzywien, a według podania również sól węgierską, którą zaczęto wówczas w Bochni i Wieliczce wydobywać na większą skalę. Pewne jest, że choć sól bocheńską i wielicką znano w Polsce już wcześniej, to właśnie za czasów Kingi rozwinęło się jej wydobywanie, prawdopodobnie za sprawą sprowadzonych przez nią górników węgierskich.

Po śmierci męża św. Kinga zrezygnowała z władzy książęcej na rzecz usynowionego przez nią księcia Leszka - zwanego Czarnym i wstąpiła do założonego przez siebie klasztoru klarysek w Starym Sączu, gdzie przebywała do śmierci. Wcześniej jednak złożyła jako wotum, na ołtarzu ojczyzny w katedrze wawelskiej, wspominane szczerozłote korony.
Stanowią one dziś cenną pamiątkę, bo poza owymi diademami, Szczerbcem - mieczem koronacyjnym polskich królów i włócznią św. Maurycego, nie zachowały się pozostałe symbole polskiej władzy.

“Byłam w domu Czesława Miłosza”

wtorek, luty 22, 2011

Kliknij, aby przejść do galerii zdjęć z domu Cz. Miłosza

TUTAJ znajduje się link do ciekawego artykułu Joanny Weryńskiej z Gazety Krakowskiej, na który kiedyś przypadkowo się natknęłam.
Pod tym linkiem, oprócz zdjęć z domu noblisty, w którym niemal nic się nie zmieniło odkąd odszedł, można znaleźć wspomnienia Agnieszki Kosińskiej, dawnej osobistej asystentki noblisty.
W artykule znajduje się informacja, iż mieszkanie przy ul. Bogusławskiego 6 jest otwarte dla wszystkich, którzy interesują się twórczością Miłosza. Każdy może tu przyjść, wcześniej jednak dzwoniąc do Agnieszki Kosińskiej i podając cel swojej wizyty. To jedyna możliwość zobaczenia tego miejsca, bo decyzją rodziny dom Czesława Miłosza nie zostanie zamieniony na muzeum.

TUTAJ dla zainteresowanych kolejny, bardzo ciekawy wywiad, tym razem przeprowadzony przez Mariusza Soleckiego z Rzeczpospolitej, w którym możemy poczytać o słabostkach Miłosza. Na przykład o tym, że podobno nie lubił zup, a na odmianę lubił wszystko, co było kluchowate i pierogowate ;). A także o tym, że zawsze miał w swoim biurku schowany marcepan w czekoladzie, którym objadał się w tajemnicy przed żoną…;)

Znajomy, który prosił by nie ujawniać jego tożsamości ;), wspominał o zabawnym zdarzeniu…
Przed laty pracował podczas wakacji przy układaniu kabli telefonicznych, właśnie na ul. Bogusławskiego. Pewnego dnia, jak zwykle rano koło 8-9, przystąpili wraz ekipą do pracy. Zaczęli rozcinać chodnik, tłukąc się przy tym niemiłosiernie. Wówczas podbiegło do nich dwóch osiedlowych meneli, upominając, że tu nie wolno hałasować, bo w tym oto domu - wskazali, mieszka Pan Miłosz…