Warszawska stopa w krakowskich drzwiach

niedziela, maj 13, 2012

Kilka dni temu, na łamach gazety, przeczytałam informację o dwóch warszawskich lokalach, otwierających swe filie w Krakowie. Z początku się najeżyłam. Zza pazuchy wyskoczyła szabelka. Nie, nie, że Warszawa…chociaż…trochę ;)
Nie przypuszczałam, iż mimo mojej całej otwartości i życzliwości wobec ludzi, drzemie we mnie nuta lokalnego szowinizmu ;)

Jednym z debiutujących w Krakowie lokali gastronomicznych jest “Charlotte. Chleb i wino” przy Pl. Szczepańskim. Miejscówka niezła. “Przypadkiem” przechodząc dzisiaj obok zaglądnęłam.
Podoba mi się prostota pomysłu. W tym wszystkim doceniam przede wszystkim pracę “rąk” oraz fakt, że nie są to jakieś przetworzone produkty, a po prostu…wypiekany na miejscu chleb i ciasta francuskie. Wystrój wnętrza spokojny, prosty. Fajne, gustowne logo - znowu ciśnie się na usta słowo “proste”.
Na parterze lokalu mieści się piekarnia, gdzie można podglądnąć jak praca wre.
Ciekawy sposób aranżacji metalowej balustrady klatki schodowej kamienicy. Właściwie to nie aranżacja, ta klatka po prostu tam jest, jak gdyby nic.
Nie byłabym sobą, gdybym nie spróbowała wypieków. Są i bagietki i croissanty i brioszki. Kiedy miła Pani zaproponowała mi te ostatnie, zobaczyłam przed oczami scenę z filmu “Dzień świra”. Brioszek więc nie wzięłam, tylko w myśli przedrzeźniłam “brioszki, brioszki”. Kupiłam chleb z orzechami i rodzynkami oraz francuskiego palucha czekoladowo-waniliowego, ale na pół…bo odezwał się we mnie krakowski centuś ;) Ceny niemałe, więc to raczej ekstrawagancja. Chleb, rzeczywiscie bardzo smaczny…
Tutaj atutem jest faktycznie “prostota” w dobrym tego słowa znaczeniu.

Zostaw komentarz