Tym razem nie o Krakowie. Historia niedźwiedzia - żołnierza Wojtka

środa, styczeń 6, 2010

Muszę przyznać, że całkiem niedawno poznałam tę wzruszającą historię niedźwiedzia, który “walczył” z polskimi żołnierzami w czasie II wojny światowej. I muszę ją opisać! ;)

W 1942 roku żołnierze 22 Kompanii Zaopatrywania Artylerii w 2 Korpusie Polskim, dowodzonym przez gen. Andersa, przygarnęli syryjskiego niedźwiedzia brunatnego (ponoć matka niedźwiedzia została zastrzelona przez irańskiego myśliwego, a żołnierze odkupili go od chłopca za parę puszek konserw). Niedźwiadka, którego ochrzczono imieniem “Wojtek” karmiono rozcieńczonym skondensowanym mlekiem z butelki po wódce i skręconego ze szmat smoczka. Wojtkowi, ponoć już na zawsze, pozostało upodobanie do napojów z takiej butelki. Niedźwiedź z czasem został oficjalnie wciągnięty na stan ewidencyjny 22 Kompanii Zaopatrywania Artylerii, z którą to jednostką przeszedł cały szlak bojowy: z Iranu przez Irak, Syrię, Palestynę, Egipt do Włoch, gdzie brał udział w bitwie pod Monte Cassino.

Niedźwiadkiem od początku opiekowano się niezwykle troskliwie, był wręcz przez żołnierzy, tęskniących za domem i rodziną, rozpieszczany. Jego ulubionymi przysmakami stały się owoce, słodkie syropy, marmolada, miód oraz piwo, które dostawał za dobre zachowanie. Jadał razem ze swoimi kompanami i spał z nimi w namiocie. Kiedy urósł, dostał własną sypialnię w dużej drewnianej skrzyni, nie lubił jednak samotności i często w nocy chodził przytulać się do śpiących w namiocie żołnierzy.
Wojtek uwielbiał jazdę wojskowymi ciężarówkami. Najpierw zajmował miejsce w szoferce, a gdy dorósł podróżował na pace, czym wzbudzał sporą sensację po drodze. Ulubioną rozrywką były zapasy “full contact” z żołnierzami, które na ogół kończyły się jego zwycięstwem. Wówczas pokonany leżał “na łopatkach” a Wojtek lizał go po twarzy. Ponoć Wojtek chętnie mierzył się równocześnie nawet z trzema przeciwnikami.

Niedźwiedź Wojtek

Niedźwiedź Wojtek

Podczas działań pod Monte Cassino Wojtek pomagał współtowarzyszom w noszeniu ciężkich skrzyń z amunicją artyleryjską. Od tamtej pory niedźwiedź z pociskiem w łapach stał się symbolem 22 Kompanii. Odznaka taka pojawiła się na samochodach wojskowych, proporczykach i mundurach żołnierzy.

Po wojnie 22 Kompania jako część 2 Korpusu Polskiego została przetransportowana do Szkocji, a razem z nią Wojtek. Wówczas zapadła decyzja oddania Wojtka na specjalnych warunkach do ogrodu zoologicznego w Edynburgu. Niestety niedźwiadek (ba, 250 kilogramów i 180 cm wzrostu!) w zoo markotniał, ożywiając się, gdy w pobliżu słychać było polską mowę. Dawni kompani, już w cywilu, wielokrotnie odwiedzali swego słynnego przyjaciela i nie bacząc na obawy pracowników zoo przekraczali ogrodzenie, by oddawać się ulubionym zapasom. Podobno, gdy niedźwiedź zachorował nie chciał opuszczać legowiska. Dyrektor zoo kazał wówczas sprowadzić jakiegokolwiek polskiego żołnierza, by ten dopiero nakłonił go do opuszczenia “gawry” i przyjęcia zastrzyku.

Wojtek odszedł w grudniu 1963 roku. Liczył wówczas 22 lata. O jego śmierci poinformowały wówczas brytyjskie media. Historia podobno celowo została włożona w okresie komunizmu do lamusa. Słyszałam nawet, że “Czterej pancerni” mieli przyćmić przygody Wojtka.

Ku mojej uciesze, na rynku księgarskim pojawiła się książeczka dla dzieci pt.: “Dziadek i niedźwiadek”, opisująca przygody niedźwiedzia Wojtka. Właśnie ją sama zamówiłam. Warto, aby dzieci poznały tę niezwykłą opowieść z kart polskiej historii…

Więcej zdjęć Wojtka oraz filmiki z jego udziałem znaleźć można na stronie mu poświęconej: http://wojtek-soldierbear.weebly.com/gallery.html

Zostaw komentarz